Na spacer z bidonem - czyli dlaczego zawsze warto mieć pod ręką wodę

Na spacer z bidonem - czyli dlaczego zawsze warto mieć pod ręką wodę

  admin  

 (33)    (2)

Wiosną i latem dzieciaki spędzają sporo czasu na świeżym powietrzu. Kiedy tylko zaświeci słońce, a temperatura oscyluje wokół 20 stopni Celsjusza moi synowie wydają się uznawać każdą chwilę spędzoną w domu za straconą. Podczas szaleństw na podwórku czy w parku nie zapominamy o systematycznym podawaniu dzieciom napojów!

Dlaczego odpowiednie nawodnienie jest bardzo istotne?

Kiedy jesteśmy na wsi u dziadków chłopcy wstają z łóżek i po szybkiej porannej toalecie lecą na podwórko. Tam jedzą posiłki, tam odpoczywają na swoich ulubionych kocykach w przerwach między wyścigami rowerowymi czy wykopywaniem piasku z piaskownicy i rozrzucaniem go po całym podwórku. Często pakuję rano niewielką torbę piknikową, do której wrzucam owoce, chrupki zbożowe do przegryzienia i oczywiście – wodę. Synowie korzystają z bidonów ze słomką. Podaję im je często, może nawet za często, bo kiedy zajęci są zabawą, skutecznie mnie ignorują. Nie chcę jednak dopuścić do sytuacji, w której dziecko – już nieco odwodnione, staje się marudne, zaczyna je boleć głowa, spada jego poziom energii, ogólnie – źle się czuje. A potrzeba napicia się może być równoznaczna z pierwszą fazą odwodnienia. Lepiej więc popijać systematycznie, „na zapas”, szczególnie gdy sporo czasu spędza się na świeżym powietrzu, w ruchu. Odpowiednio nawodniony organizm funkcjonuje prawidłowo, jest w stanie działać na najwyższych obrotach. Kiedy dzieciakom brakuje wody, bywają apatyczne, senne, mniej odporne na stres.

Zawartość – dlaczego najlepiej pić wodę?

To w zasadzie temat na osobny tekst. Warto w skrócie powiedzieć, że woda jest nośnikiem witamin i tlenu, oczyszcza organizm z toksyn, pośrednio wpływa na utrzymanie odpowiedniej temperatury ciała. Woda sprawia, że organizm funkcjonuje sprawniej, jest zdrowy, a nasze dzieci nie mają na przykład problemów z koncentracją i są pełne energii. Inne płyny, jak herbatki ziołowe, owocowe, świeżo wyciskane czy tłoczone soki owocowe, mleko, kakao, kawa zbożowa – nie zaszkodzą od czasu do czasu, jednak to woda powinna być podstawowym płynem spożywanym przez maluchy. W tej drugiej grupie napojów trudno uniknąć cukrów, konserwantów, sztucznych barwników, aromatów. Po co więc faszerować nimi dzieci od najmłodszych lat? Lepiej wyrobić w nich zdrowy nawyk picia wody. Jeśli nie będą znali smaku słodkiego soku, w którym znajdziemy i cukier, i syrop glukozowo-fruktozowy, i jeszcze kilka innych substancji o negatywnym wpływie na zdrowie, na pewno sięgną właśnie po wodę.

Dlaczego bidon?

Można przecież zrobić sobie zapas niewielkich, półlitrowych butelek z wodą i zabierać je na spacer. Jest to jednak rozwiązanie nieekonomiczne, bo cena takich produktów, szczególnie tych przeznaczonych dla dzieci, jest często wysoka. Ponadto, część plastikowych butelek zawiera szkodliwe dla zdrowia substancje (na przykład bisfenol A (BPA)). Zgodnie z ostatnimi nowinkami głoszonymi przez organizacje propagujące zdrowe odżywianie i ogólnie zdrowy tryb życia – najlepiej pić wodę z kranu przefiltrowaną przez odpowiednie filtry. Ja właśnie tak robię – zawsze mam w kuchni dzbanek przefiltrowanej wody, wlewam ją do wcześniej wspomnianych bidonów i gotowe – możemy ruszać na spacer.

Mój numer jeden

Od ponad roku moi synowie (teraz 2 i 3 lata) piją z tych samych bidonów – Tommee Tippee Explora 260 ml . No dobra, nie z tych samych: Adam ma fioletowy z lemurem, Tomek niebieski z żyrafą. Podczas spacerów korzystaliśmy z różnych bidonów i kubeczków, te jednak okazały się najtrwalsze, najprostsze w użyciu (także w myciu). Ich plusem jest też to, że dzięki podwójnej ściance trzymają temperaturę napoju. Zimą więc, kiedy chcę, żeby chłopcy mieli coś ciepłego do wypicia pod ręką, przygotowuję im w bidonach herbatkę czy kakao, a wiosną, latem – woda nalana do bidonu się nie grzeje. Bidony ze słomką Tommee Tippee są ponadto stosunkowo lekkie, co dość istotne podczas biegania za dzieciakami z torbą przewieszoną przez ramię. Słomkę można łatwo schować do pokrywki, dzięki czemu żadna upierdliwa osa na niej nie usiądzie, a napój się nie wyleje. Lubię te bidony, bo mam wrażenie, że są stworzone dla aktywnych dzieci – takich, które są w ciągłym ruchu, które wiele czynności wykonują szybko i zawsze muszą mieć pod ręką funkcjonalny kubeczek, żeby szybko uzupełnić poziom wody w organizmie. Bidony są odporne na uszkodzenia – wielokrotnie spadały nam na podłogę, pełniły funkcję rakiet wystrzeliwanych w kosmos i nigdy nie doznały żadnego uszczerbku.

Świadomie wybieram rozwiązania ze słomką – jak twierdzą bowiem logopedzi, picie przez słomkę to świetne ćwiczenie logopedyczne, wspomagające pracę mięśni wokół ust, a tym samym – pozytywnie wpływa na naukę niektórych zgłosek.

Co bardzo istotne dla mnie, pewnie mniej dla dzieci – można je myć w zmywarce, a ich konstrukcja jest prosta: mamy bidon, słomkę i pokrywkę. Niewiele elementów mogących się pogubić, brak trudno dostępnych miejsc, które trzeba szorować.

Jestem na nie

Nie polecam natomiast bidonów o skomplikowanej konstrukcji. Wieloelementowe kubeczki są niefunkcjonalne. Po pierwsze – drobne części łatwo zgubić w stercie naczyń ????. Po drugie – trudno dotrzeć do każdego zakamarka podczas mycia. Widuję czasami dzieciaki, które przykładają do ust bidony z zabrudzonymi ustnikami, przebarwionymi i zniekształconymi końcówkami – fuj! Nawet jeśli mają w naczyniach czystą wodę, po przejściu przez taki niezbyt higieniczny ustnik do brzuszka trafia substancja wzbogacona o liczne bakterie. Jeśli więc nie możesz czegoś umyć dokładnie i szybko, a najlepiej w zmywarce – po prostu zrezygnuj z zakupu.

 (33)    (2)

Instagram

Obserwuj nas na Instagram.

Polub profil